Sekretariat czynny:
poniedziałki, środy, piątki
 11.00-13.30
ul. Orkana 47 
Telefon: 606 530 239
Mail: uniwersytet3@gmail.com
Serdecznie zapraszamy


 


 
 

Senioriada na FB











 

 


Rok akademicki 2023/24


Wycieczka do Wiednia i Doliny Wachau
W dniach 13-15 maja 2024 organizujemy wycieczkę do Wiednia i Doliny Wachau. 
Koszt 1200 zł plus około 50 Euro. 
Zapisy wraz z I ratą w wysokości 600 zł beda przyjmowane w biurze w godzinach urzedowania do do końca marca.

:::Szczegóły


Zaśpiewajmy Jezusowi…
w tej ubogiej stajeneczce…, rozbrzmiewało podczas Jasełek, których kierownikiem artystycznym była nasza koleżanka uniwersytecka Anna Rodzik i o Niej powiem dużo, ale bez jej wkładu pracy nic by się nie wydarzyło i trzeba to i naświetlić i wypunktować. Ania jest autorką tekstów, które tego roku były nowiuśkie, stwarzając całą inscenizację w nowym blasku. Jest wykonawczynią strojów na wskroś teatralnych, jest realizatorką całego przedsięwzięcia, które - biorąc pod uwagę wiek i czasową niemoc aktorów - było karkołomnym wyzwaniem, bo przecież chorujemy, a czasem mamy się marnie i próby nie zwiastowały takiego efektu. Jest scenografką i tejże wykonawczynią, łącznie z atrybutami dopracowanymi do milimetra. A w magnificencji jest pomysłodawczynią całego wydarzenia. No cóż, Ania – jesteś wielka i kłaniamy się w podzięce do stóp. Podziwiam Twoją determinację w samotności, choć bez obsady artystek nie byłoby to możliwe, ale jednak pomysł i Twoja twórczość przyniosły fantastyczne efekty. 

Jasełka były świetne – to mało powiedziane, były zaskoczeniem artystycznym – przynajmniej dla mnie. Wypracowane role - wspomnę o Bartoszu (Sonia Maryńczuk) - to od charakteryzacji przez kostium i ten tchniony tembr głosu – jestem w zachwycie. Sonia przeszła swój życiorys, ale i mnie! Brawo! Jak już tak osobowo „jadę” to i rączki Matki Boskiej urokliwie majestatyczne, Św. Józef - geniusz w swej tkliwej starości i bezradności. Herod okrutny w swym okrucieństwie – w roli życia! Diabeł w zjawiskowym kostiumie. Pastuszkowie z darami, a szczególnie z osełką masła wzruszający. Oni wiedzą, że są głównymi bohaterami tego wydarzenia, a jednak w pokorze – co było widać. Trzej Królowie w teatralnych strojach łącznie z koronami – majstersztyk! Następne brawo! Anioł – jest zawsze anielski i Jadzia super w tej roli zdaje egzamin.
Uff…, muszę kończyć, bo się rozlezę w pochwałach, choć każdemu z osobna należy się medal i wielkie brawa!

Na zakończenie nasz fantastyczny chór Cantabile pod dyrekcją Zofii Zborek dał koncert kolędowy i choć w przerwach na zmianę dekoracji czy kostiumów podczas występu towarzyszył nam gitarowy akompaniament Grażyny i wszyscy podjęli śpiew kolęd, to jednak chór to chór! Dziękujemy wielce za tę omastę, za tę magię, którą niesie ze sobą kolędowanie. Przecież tak kochamy kolędy, że nawet na plaży na Hawajach można sobie pokolędować, co by było jeszcze cudniej. 
Po spektaklu spotkaliśmy się w naszej siedzibie na poczęstunku przygotowanym przez nasze koleżanki z UTW. Przecież to następny punkt naszej wspólnoty, naszego bycia razem i naszych więzi – bo taki jest cel stowarzyszenia. Był z nami nasz wspaniały Burmistrz – bo On zawsze jest z nami, On jest wszędzie tam, gdzie jesteśmy my. Dziękujemy bardzo panie Burmistrzu, jest nam zawsze nie dość, że miło, to czujemy się nobilitowane i – może już tu rozpocznę kampanię wyborczą, ale (a kto mi zabroni?) - ale my za Panem !!!

Małgorzata Kaznowska
Foty moje
:::ZOBACZ,
ale odsyłam na
stronę Jan Ciepliński FB 
bo tym razem ma
fantastyczne !!!!


Nawet piórko z kapelusza…

Wszystkich przepraszam, że z miesięcznym opóźnieniem piszę o wykładzie, który zaprezentowała nam nasza Stasia Górkiewicz 12 grudnia 2023, ale ja niestety, też sprzątam przed świętami, krochmalę i prasuję na „drucik” serwetki – bo są dla mnie oznaką świąt i obieram, i kiszę buraki. W międzyczasie - może ktoś umie pisać - ja nie. Dlatego proszę o wybaczenie.
„Znać drogę to jedno, ale podążać nią to drugie” – takie było motto wykładu, który taktował o zwyczajach adwentowych i świąteczno – bożonarodzeniowych.
Życie związane z prawami roku, RYTM, PORZĄDEK i MODLITWA od „powietrza, głodu, ognia i wojny…”to bez mała, a może to głównie towarzyszyło mieszkańcom podhalańskich wiosek. Adwent - to koniec muzykowania, a jego czas to nawet kapelusiki bez piórek, bo te były oznaką czasu odświętnej wesołości. Wróżby o zamążpójściu, ożenku, lanie wosku pod garnuszkiem - były też w miarę ważne i wszyscy w nie wierzyli.
Post był bez mleka, tylko kwaśnica z olejem. Kobiety obowiązkowo - ciemne chustki i broń Boże bez ozdób, a chłopy właśnie wtedy odpinali piórko od kapelusza. Godzinki od rana odśpiewane w chałupie, a roraty to prawie obowiązek, ale bez przymusu, a na św. Tomasza nie jedź chłopie do lasa - bo zawsze się to źle skończy.
Jaka była WIGILIA, to taki miał być cały rok – a towarzyszyły im przeróżne obrzędy:

  • krowy okadzano,

  • owce lizały sól wielkanocną,

  • nic nie można było pożyczać,

  • odwiedzanie się – niemile widziane, chyba że chłop w białej koszuli – to i owszem,

  • dobrze było coś w tym dniu sprzedać,

  • nie można było jeść surowych potraw – bo od tego boloki na gębie,

  • choinkę najlepiej ukraść z cudzego lasu, która ubrana wisiała u powały, a przed pasterką należało walnąć kieliszek gorzałki.

We wigilię koniecznie:

  • snopek owsa w izbie,

  • sianko pod obrusem,

  • gazda rzucał owies po izbie, modląc się za zmarłych,

  • wszyscy koniecznie w butach i odświętnie ubrani,

  • opłatek maczało się w miodzie i kawałeczek zostawiano do przyszłego roku, żeby chleba nie brakło.

Na wigilię: zupa grzybowa, grzyby z kluskami, barszcz z fasolą, kluski z makiem i kompot, ale potraw nie dojadało się do końca. Po pasterce, na którą bez względu na pogodę wszyscy szli, trzeba było się umyć w wodzie źródlanej i młode chłopaki szli na podłazy, a niektórzy już na namówiny.
Boże Narodzenie było chrube święto – nikt nie pracował (siekiera pod nogami). Oczywiście, chodzili kolędnicy, a głównie dzieci.
Swoją opowieść Stasia przerywała kilka razy, grając nam na skrzypcach góralskie melodie, co było omastą dla duszy.
Dziękujemy bardzo za trud pracy włożony w to spotkanie z nami. Dziękujemy z całego serca i kiedyś znowu poprosimy o Twoje wspomnienia.

Małgorzata Kaznowska
Zdjęcia Jasiu Ciepliński


Andrzejkowe spotkanie

Znowu doczekaliśmy się spotkania – bo jak ominąć taki dzień? Było przede wszystkim wspólnotowo, bo to jest priorytetem naszego Stowarzyszenia. Wernisaż Sekcji Plastyczek, tym razem troszkę inny, ponieważ wystawa prac naszego zmarłego przyjaciela Stasia Urbanika, była akcentem naszej pamięci o Nim. Tak ma być! i tego będziemy pilnowały, bo przecież kiedyś odejść trzeba i to jest zapisane nam przy przyjściu na ten świat. Jeszcze raz powtórzę „Stachu bywaj!”. Ale i produkcja naszej nestorki Dany Wyrobek została choć w kropli dowartościowana i Dana też miała swoją ścianę (za żywota - dzięki Bogu). 
Popandemiczne ułomności zdrowotne nie ominęły i nas, dlatego może mniej obrazów, ale pracowitość ozdrowieńców dała czadu i tak: nasza Józia Worwa wykazała się - co tu dożo mówić – pracowitością za trzech! Brawo Józia! Reszta wypacykowana do bólu i chwała wszystkim za to! 

Uświetnił spotkanie występ Sekcji Kabaretowej pod niezłomnym kierownictwem Anny Rodzik, od tekstów przez dobór piosenek i całej choreografii, a wyćwiczony przez pilność uczestniczek sprawił, że było ach !!!! radośnie i wesoło, a przecież o to chodzi. Wielkie brawa za trud i chęci – których głównie brak. Dziękujemy gościom i członkom naszego Stowarzyszenia za liczne przybycie, a autorkom pieczonych słodkości za dodatkowy wysiłek i staranie. Mój Boże – gdyby nie WY to KTO ??

Małgorzata Kaznowska

          
         

ODRODZENIE RZECZYPOSPOLITEJ

Taki był tytuł naszego ostatniego spotkania z panem mgr Grzegorzem Moskalem w dniu 15 XI 2023r. I choć wszyscy wiemy, że WOLNOŚCI nie dostaje się na zawsze – wspomniany przegląd niesamowicie walecznych, ale i przegranych potyczek o tę wolność lat od 1795 do
1919 - był krwawym i bolesnym okresem naszej historii, ale i nie wiem, czy się zakończył. A zakończenie dotyczy WOLNOŚCI – o którą trwa nieustanna, już chwała Bogu, nie walka zbrojna, ale w urnach wyborczych. Sto dwadzieścia trzy lata historycznie to niby niewiele, a jednak wydarzyło się to, co zaważyło na narodzie śmiercią tysięcy żołnierzy i niewinnych cywilów, stało się piętnem na następne lata niewoli. Klęski romantyków po III rozbiorze, zniknięcie z mapy Europy Księstwa Warszawskiego (1807 r.) w 1815 Królestwa Polskiego to właściwie IV rozbiór Polski .Niepowodzenie powstań: Listopadowego (1830-31), Krakowskiego (1846), Wiosny Ludów (1848-49), Styczniowego (1863 -64), powinny nam wybić z głowy wolność. Ale szaleńców wolnościowych nie brakowało.

Co skombinował książę Adam Czartoryski ? – muszą poczytać nieobecni, bo nie będę streszczała lawiny wiedzy przekazanej nam od naszego wykładowcy. Ci, co byli – wiedzą! No i I Wojna. Sarajewo (czerwiec 1914). Śmierć Księcia Ferdynanda i trup przez 4 lata ściele się gęsto. Kto znika z mapy świata? Ale tu chwileczkę się zatrzymam – nim dojdziemy do rozejmu w Compiegne 11 XI 1918r. który był na papierze, ale wcale nie zakończył działań wojennych. Jest mi jednak ten czas niezmiernie bliski. A to: w mroźny wigilijny wieczór we wcale niemałej wiosce Pustomyty pod Lwowem przyszła na świat moja mama w 1915 roku. I nie byłoby to jakąś niesamowitością, ale w tym samym czasie mój już siedemnastoletni przyszły tato był, jako legionista na włoskim froncie, (zamieszczam zdjęcie taty w mundurze legionisty – trochę sfatygowane, ale to fotografia sprzed 108 lat – miała prawo). Żeby nie było za ślicznie – zabłąkana kula patrolowa dum-dum w maju 1919r.(mama miała wtedy 3 latka) – mimo niby zakończonej wojny, chyba niechcący, ale jednak - trafiła w domu jej trzydziestodwuletnią mamę, która – jak to na wojnie – wykrwawiła się i zmarła. Dlatego ten czas jest we mnie do dzisiaj. Przepraszam za to wspomnienie, ale byłabym nieuczciwa wobec siebie, pomijając je.
Ale wracam do wykładu. AKTYWIŚCI, PASYWIŚCI – tworzenie grupy Strzelców, Naczelnicy Komitetów Narodowych, Brygadierzy, Polski Komitet Narodowy. Stolice Generalnego Gubernatorstwa : Warszawa, Lublin, Lwów. Manifest Dwóch Cesarzy (Niemiec i Austrii). Propozycja utworzenia niepodległości Państwa Polskiego (1916), Tymczasowa Rada Stanu (tworzenie Polskich Sił Zbrojnych) i powołanie Rady Regencyjnej. Kim był Roman Dmowski tworząc „Błękitną Armię” i dlaczego uznała go Ententa, a co z tym wspólnego miał gen, Haller i jaką rolę w tym wszystkim miał Paderewski i Rada Regencyjna, i Józef Piłsudski ?? Uf, moi kochani! Ale jeszcze był Witos, Daszyński, Grabski i Romer, no i jesteśmy w Traktacie Wersalskim. A potem Sejm Ustawodawczy (1919) i tak do 1939r. Jak wszystko na tym świecie jest „po coś”, tak i to wspomnienie miało sens i cel. Nasz wykładowca wskrzesił w nas swoim wspomnieniem ogromny patriotyzm, choć przybliżony czas był siermiężny, podły i upadły. Wojna to czas grabieży, gwałtów, rozbojów – bo każda jest taka (ta obok nas ma to samo, choć jest o sto lat młodsza). Dzisiaj Ukraińcy okradają w biały dzień swoich rodaków – wiem to! Niestety, to prawda i nie trzeba aż tak daleko szukać. Ale niby dalsza, ta na Bliskim Wschodzie - niczym nie odstępują od tych okrucieństw). Zawierucha wojenna dla pocisków nuklearnych i broni biologicznej nie zna już granic.
Cieszmy się, że nas tymczasem omija. 
Dziękuję raz jeszcze panu mgr Grzegorzowi Moskalowi za . nie tylko wiedzę, jaką przekazał, ale nade wszystko za pasję tematyczną, jaka dotarła do mnie podczas wykładu. Miałam świetnych historyków w życiu: mgr Ewę Felińską w podstawówce i prof. Edwarda
Tomaszewskiego w Romerze – to GENIUSZE historii, ale jest Pan GENIALNYM ICH NASTĘPCĄ - i kłaniam się do stóp!

Małgorzata Kaznowska
Zdjęcia w :::GALERII  Kasia Woźniak i Jan Ciepliński


Góralskie kobiety - strażniczki Podhala

Rozalka, Hanka, Janta i Maria – bo tylko one zostały nam przedstawione przez naszą koleżanką Stasię Górkiewicz podczas jej autorskiego wykładu w dniu 24 października 2023 i o nich będzie mowa. Dzielnych kobiet na przestrzeni losów Ziemi nigdy nie brakowało. Były, są i będą. Eskimoski, Sybiraczki, Indianki, kobiety Amazonii żyjące w ekstremalnych warunkach - to przecież niestrudzone strażniczki przez duże „es” - rodów i plemion. Wojownicze Francuzki, nieustannie wynaradawiane Polki, przeganiane jak bydło Ormianki i ostatnia irańska Noblistka to cóż innego, jak nie strażniczki praw kobiet. O Skandynawkach mało wiem, ale jak przetrwały czas z tymi dzikusami Wikingami – to i im należy się wielki szacun. Można by tak wyliczać po kolei kobiety innych narodowości na całym świecie i punktować ich „strażniczość”, ale nie pominę żon, sióstr, a nawet i kochanek rybaków, marynarzy, górników po alpinistów i grotołazów. nie wyłączając z tego naukowców, którzy życie poświęcili tylko i wyłącznie swojej pasji, zostawiając codzienność kobietom.
Kobiety Strażniczki – bez względu na miejsce bycia na planecie Ziemia, to nade wszystko rodzicielki, a potem: matki, żony, karmicielki, pilnujące porządku wychowawczynie, pierwsze katechetki, artystki, prządki, tkaczki, krawcowe, hafciarki, poetki, nauczycielki godności i pokory - pierwsze wzorce człowieczeństwa dla dzieci.
Ale wróćmy na Podhale i do tych, które zostały wspomniane, które zasługują na naszą wdzięczność, a są już na Niebieskich Polanach. Czas, w którym przyszło im żyć, narzucał obowiązkowe zasady kobietom, którym trzeba było się podporządkować bezdyskusyjnie, co nie znaczy, że się z tym godziły.

I tak nasza pierwsza bohaterka zwana - strojnisią – bo była inna, bo się „nosiła” inaczej - Rozalia Wieczorek, prosta góralska dziewczyna, która, czerpiąc z własnych pomysłów, modyfikowała na własną rękę obowiązujące a oklepane dla niej - ogólnie przyjęte stroje. Nie wiem, czy nosiła gorset odwrotnie, czy korale miała do pasa, albo wisiały jej na plecach, a chustkę wiązała inaczej, już nie chcę wychodzić za daleko i podejrzewać ją o spódnicę z rozcięciem, co pozwalałoby od czasu do czasu błysnąć nodze nad kolano – to nieważne, ważne, że miała w sobie tę cudowną odwagę wyłamać się ogólnie przyjętym – a dla niej nie – standardom. Dzisiaj może byłaby ikoną i dyktatorką mody i miała salon w Paryżu albo Nowym Jorku. Eh! Rozalka, za wcześnie przyszłaś na ten świat i pewnikiem minęła cię kariera. Strasznie mi szkoda.
Hanka Nowobielska - bo taki przyjęła pseudonim poetka z Białki Tatrzańskiej Janina Łukasiewicz-Fiutowska urodzona w Łuczanach k/ Lwowa. Jak się znalazła, jako mała dziewczynka na Podhalu po wojennej tułaczce razem z matką bez środków do życia, to już wiedzą ci, co byli na wykładzie. Smutny, a nawet traumatyczny los obu kobiet. Ale nasza Stasia opowiadała o nich z taką empatią, czułością, serdecznością i wzruszeniem, że i mnie poruszyła historia ich życia, a Hanka zapadła i w moje serce. Wszelkie starania wtopienia się w środowisko góralskie, a to: pomoc we wszystkich pracach w polu i zagrodzie, nauka gwary góralskiej, umizgi i starania nic nie dały. Odtrącona przez środowisko, „nie nasa”, bo nie miała ani chałupy, ani skrawka ziemi – a to plasowało ją jako obcą i dziadówkę. Co zawdzięczała do końca życia Janowi Bielatowiczowi z Tarnowa, a co mężowi Józefowi Fiutowskiemu, za którego wyszła z tzw. rozsądku, choć to on stworzył jej pierwszy, własny kąt na ziemi, budując własnoręcznie dla nich dom. Przedwczesna śmierć męża i Hanka znowu sama z trójką dzieci. Ale nie poddała się. Pisze w gwarze, choć wie, że środowisko Białki nigdy jej nie zaakceptuje. Piękne, pełne tęsknoty, niespełnionej miłości do Janka wiersze czyta nam Stasia i mam ciarki na plecach. Boże, co za los? Kogo o to pytać i kogo oskarżać? Dlaczego? Jak to bywa – odpowiedzi nie ma. Ale i wiersze o przyrodzie Podhala są urokliwe, jednak i one pełne smutku, żalu, bólu i goryczy. Dopiero w latach osiemdziesiątych Białczański Związek Podhalan uznał ją „za swoją” . No cóż, mnie się ciśnie na usta tylko jedno: a to „skurwinsyny”! Zmarła 30 lutego 1990r. Od 2010 roku odbywają się konkursy recytatorskie jej twórczości, a nawet szkołę nazwano jej imieniem. Niby, lepiej późno niż wcale, ale …, wrócić się niczego już nie da. Eh! Hanka, zostaniesz w moim sercu, ale i zrobię wszystko, żeby pokłonić się przy Twoim grobie na tej pełnej dla Ciebie goryczy ziemi.
Jantka – Antonina Bafia. Skrzypaczka, samouk, muzykantka z Gliczarowa Górnego. Kto wie, na jakiej to jest wyrypie, to już się domyśla, jak tam mogło być bez dzisiejszych dróg dojazdowych, które to zmieniły Gliczarów w atrakcyjną miejscowość pełną góralskich pałaców. Ale za życia Jantki miejsce to było odludziem, a Fiśkowa Dolina niedostępną samotnią pełną straszydeł. Spracowana na roli i przy chudobie na próby do Bukowiańskiego Zespołu oddalonego 5 kilometrów szła piechotą bez względu na pogodę. Zimą w zaspach i ciemności, jesienią- w deszczu i przymrozkach, a wiosną w roztopy, nie zważając na nic, szła grać. Nie dbała o siebie, bo muzykowanie było jej miłością, ale też i nikt o nią nie dbał. Zmarła w 1997r., mając zaledwie 47 lat. Skromna, zwyczajna, a jednocześnie nadzwyczajna.
Pięknie, czule, szczerze i z ogromnym szacunkiem i miłością wspomniała krótko Stasia swoją mamę Marię Galica z Bukowiny Tatrzańskiej. Nauczyła ich wszystkiego, jak to czyniły Strażniczki tej ziemi.
Wspomnieni byli również: Ludwina Trebunia Tutka, Jan Krzeptowski Sabała i Festiwal „Lindada” na cześć wędrownego dziada, a podczas wykładu towarzyszyły nam slajdy dawnego Podhala, drewniane chałupy – te biedniejsze, samotne, otoczone łąkami i pustkowiem i te bogatsze tzw. „czwórki”, bo miały już dwie izby i kuchnię. Dzisiaj dachy dotykają się bez mała siebie. Pensjonaty wyrosły jak grzyby po deszczu, ale i prywatnych góralskich stylowych pałaców nie brakuje. O łąkach można pomarzyć. Tak się krajobraz zmienił.
Stasiu, dziękuję za wykład pełen zaangażowania i emocji, które się nam też udzieliły. Jesteś WIELKA!
PS.
Pisząc, przyszła mi do głowy taka refleksja, że kobiety, mijając wiek atrakcyjności, do chwili zamążpójścia, w wieku średnim, samotne, opuszczone z różnych powodów, choćby nie wiem jak jeszcze młode - stają się potem przeźroczyste, niewidzialne, bo narzucone normy społeczne przez całą historię ludzkości zawsze zakładały, że są gorsze. Mężczyźni, przez samo to, że są mężczyznami, bez wysiłku mają się do dzisiaj lepiej i to bez względu na wiek. Oni nie traktują nas poważnie jako osoby sprawcze, inteligentne, zdolne i mające wkład w rozwój społeczeństwa. I choć dzisiaj śmieszy nas zamierzchły mezalians, pewnie kiedyś dla naszych wnuków i my będziemy śmieszni obecnie narzuconymi standardami. I jeszcze jedno. Jednym ze wzorców współczesnego Japończyka jest tzw. hinkaku – a to: godność osobista, wewnętrzny spokój, zrównoważenie (można na nim polegać, zaufać mu !!), oszczędność w słowach i artystyczna dusza. Szkoda, że tylko maleńki musk, czy cień tego - dotyczy współczesnej populacji pozostałych facetów reszty świata.
Rozgadałam się ponad miarę (jak to ocenia Basia), ale i czas sprzyja wspominkom naszych bliskich, którzy już są na Niebieskich Polanach, bo Święto Zmarłych za dwa dni. Zatem liczę na przychylność.

Małgorzata Kaznowska
Zdjęcia w GALERII::: Katarzyna Woźniak

Ponieważ przed wykładem nasza pani Prezes odczytała wiadomości z Wikpedii o wykładowczyni, przesyłam link dla bliższego zapoznania się tym, których nieobecność jest tym razem nieusprawiedliwiona.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82awa_Galica-G%C3%B3rkiewicz

 


Rzeczywistość zastana…

...natura, kultura i wiara, bo do tego jesteśmy wrzuceni, w tu musimy być i istnieć. Jesteśmy gniazdownikami, ktoś nas musi uczyć, jak TU mamy być, niezmiennie, w każdej epoce. NATURA - to wartość witalna, sympatyczna, KULTURA to etyczna, a WIARA to religijna, takie wyjście poza! Tak rozpoczęła wykład inauguracyjny naszego nowego roku akademickiego p. prof. Anna Mlekodaj o Stanisławie Witkiewiczu - patriocie, wygnańcu, malarzu i artyście. I niechby co miesiąc była inauguracja, pod warunkiem, że będzie jej wykład. Dla mnie mogłaby mówić o produkcji sznurówek, czy gumek do majtek i tak zawsze słucham ją z zapartym tchem, podziwem nad rozległą wiedzą i umiejętnością jej przekazania. To dar, bo umiejętność to nie to słowo. Potoczystość wypowiedzi, jasny przekaz, garściami podane wiadomości, krocząc historycznie przez dzieje kraju, są nie tyle ogromem wiedzy, co ucztą duchową, a cisza, jaka towarzyszy zawsze wykładowi, jest odbiciem wciągnięcia słuchaczy w temat i nie wymaga komentarza. 
10 października 2023 w Sali Obrad Urzędu Miasta miała miejsce ta uroczystość. Odśpiewanie „Gaudeamus…” rozpoczęło spotkanie, ale wykład był omastą i miodem na serce. Nie będę streszczała otrzymanej wiedzy i tego „czegoś”, co dostałam podczas wykładu, bo nie chcę tego zbrukać i karkołomnie przekazać tym, którzy nie byli. Muszą się zadowolić internetowymi informacjami. Trudno. Fatyga przyjścia ma swoją Victorię, ale staram się nieobecność usprawiedliwić i zrozumieć.

Po wykładzie Prezes przekazała bieżące informacje, co się wydarzy i kiedy a wiceprezes Krystyna Wojdyła przedstawiła „Zamierzenia programowe” na nowy rok akademicki. Harmonogram zajęć będzie też na stronie www. Proszę zaglądać, bo wysyłanie personalnych SMS jest pracochłonne, a czas nam się kurczy. Przed nami rozliczenie dotacji, poszukiwanie trenerów i wykładowców, pisanie nowych grantów i rozliczenie roczne. Łatwo nie jest, ale kto powiedział, że będzie. 
Życzymy wszystkim naszym Członkom udanego zakończenia roku, w zdrowiu i pomyślności – bo tego nigdy dość. 

 

Zarząd RUTW
i Małgorzata Kaznowska
:::zdjęcia Jan Ciepliński


Minione wydarzenia roku akademickiego 2022/2023 


:::Informacje w sprawie ochrony danych osób fizycznych