Sekretariat czynny:
poniedziałki, środy, piątki
 11.00-13.30
ul. Orkana 47 
Telefon: 606 530 239
Mail: uniwersytet3@gmail.com
Serdecznie zapraszamy


 


 
 









 

 


Rok akademicki 2022/23



Sekcja Plastyczna serdecznie zaprasza na wystawę prac malarskich i rysunków:

Martwe natury i ” Zatrzymani w czasie”

oraz występ
Grupy Kabaretowej.

Spotkanie odbędzie się
29 listopada (wtorek) 2022r. o godzinie 16:00
w siedzibie RUTW.

Zarząd Stowarzyszenia RUTW
Zadanie dofinansowane ze środków Urzędu Miejskiego w Rabce-Zdroju.

 


W przyszłym roku planujemy wczasy w Grecji.
Zainteresowani mogą zgłaszać się w biurze lub telefonicznie u E. Szarawary, 723799542.

Wczasy dla SENIORÓW PANTALEIMONAS TERMIN: 04 – 15 września, 10 dni w Grecji (9 nocy), Cena-1749,00 zł/os

Cena zawiera:
• 10 dni pobytu (9 noclegów w Grecji)
• transport autokarem klasy LUX (WC, klimatyzacja, DVD, uchylne siedzenia, barek) na trasie Polska– Pantelimonas (GRECJA) – Polska
• wyżywienie HB - 2 posiłki dziennie (śniadania w formie szwedzkiego bufetu oraz serwowane obiadokolacje dwudaniowe + owoce + napoje)
• opieka polskojęzycznego rezydenta (jesteśmy z naszymi klientami na miejscu przez cały sezon)
• pełne ubezpieczenie KL, NNW, bagaż, lekarz na wezwanie
• wieczorny wyjazd do urokliwej wioski w górach Palias Panteleimonas wpisanej do listy światowego dziedzictwa kultury UNESCO 
   z przepięknym widokiem na rozświetloną Riwierę Olimpijską
• spacer na tradycyjny grecki targ
• możliwość zakupu innych wycieczek fakultatywnych na miejscu w Grecji
• Nocleg transferowy w Serbii ze śniadaniem 26 €/os

* BASIA, ZOFIA, SYMPOSIO- Grecja/ PANTELEIMONAS (Riwiera Olimpijska). Wszystkie apartamentowce położone niedaleko siebie, 
   ok. 80m od morza, wszystkie pokoje z aneksami kuchennymi i umeblowanymi balkonami. (lodówka, czajnik, naczynia, telewizor,
   bezpłatne WIFI). Pokoje 2,3—osobowe
* Do ceny za pobyt należy doliczyć jednorazową obowiązkową składkę 20 zł na TFG+TFP 
* Cena może ulec zmianie w zależności od miejsca wyjazdu z Polski i zmiany sytuacji na rynku w 2023 roku
* Dopłata do pokoju jednoosobowego 500 zł
* klimatyzacja dodatkowo płatna 5 €/dzień


Dyplom z miłości

O miłości i można nieskończenie, powielając dźwiękiem jej znaczenie…, i niech mi wybaczy mój ukochany Julian Tuwim, że odważyłam się przerobić jego słowa, ale takie mam w głowie i innych nie mogłam znaleźć i wiem, że się nie obrazi, bo któż inny może lepiej o miłości niż on? Noo…, może Leśmian mógłby stanąć w konkury, albo Pawlikowska – Jasnorzewska i pewnie kilkunastu innych, ale jakoś to mam w sercu i tym się pokieruję.
26 listopada 2022 byliśmy na spektaklu Krakowskiej Akademii Teatralnej im. St. Wyspiańskiego na dyplomowym występie studentów tejże akademii „Dyplom z miłości”. Nie wiem, jak zdać relację, bo przecież miłość to nasze chcenie, pragnienie, każdy o niej marzy, o nią zabiega, jest i to tak normalne, ludzkie, ponadczasowe i każdemu tak bliskie, że nic innego nie jest normalniejsze. Nawet podczas wojen, epidemicznych zaraz, wybuchów wulkanów, fal tsunami i innych kataklizmów – mamy jedno w głowie, żeby był blisko nas ktoś, kogo kochamy i ten kto nas kocha. Chcemy być przytuleni i objęci, bo to nasza nadzieja na zmianę na lepsze, na odwrót złego, na cud, że się stanie i będzie dobrze.
Młodzi aktorzy (zeszłoroczni absolwenci tejże Akademii) przedstawili piękny spektakl, posiłkując się słowami osobistych listów między znanymi nam postaciami, które były pełne ich tęsknych, miłosnych wyznań osobistych. Każdy z nas mógł się podpiąć pod któreś słowa, a to te między Wisławą Szymborską z Kornelem Filipowiczem – bo były pełne pikanterii, niedomówień, figlarności i podtekstów. Albo pod słowa między Jeremim Przyborą a Agnieszką Osiecką, których dwuletni związek zaowocował w świetne teksty, ale skończył się rozłąką. Cudowne słowa w listach z więzienia Jacka Kuronia do ukochanej żony Gai, które były dla mnie nowością i miałam gęsią skórę, że ten odważny i bezprecedensowy działacz okresu walki o wolność mojej ojczyzny był takim romantycznym kochankiem. Niesamowite wyznania między Marią Dąbrowską i jej partnerką Anną Kowalską wprawiły mnie w osłupienie, ale nowość przyjęłam, bo one tak chciały. Było też o Jarosławie Iwaszkiewiczu, który miał partnera i na równi z małżonką kochał go nad życie.
Ufff… działo się. W międzyczasie odśpiewane współczesne utwory pieśni miłosnych znanych kompozytorów i wykonawców uświetniły widowisko, sprowadzając go - no dla mnie - do musicalu. 

Było pysznie, uroczo, czule, tkliwie, ciepło i pięknie. Tak jak w założeniu: napędziło nas, dało świeże dobro, zainspirowało od nowa, bo tego – choć nie wiemy, to chcemy. Musimy od czasu do czasu to dostać, żeby odświeżyć wspomnienia, dobry czas, który przeminął i umknął, a jednak tkwi w nas i w takiej chwili daje nową energię, nadzieję i otwiera na miłość. Każdy ma prawo do miłości od bezdomnych po miliarderów, ale nie każdemu albo to dane, albo nie udaje się nie wiedzieć czemu. Pamiętajmy, że między narodzinami, a śmiercią, najważniejsza jest miłość, choć wiem dobrze, że najczystszym uczuciem, jakim dysponujemy, za jakie nie da się ani zapłacić, jakiego nie da się na nikim wymusić, ani wyszantażować jest tęsknota. Jednak miłość jest wszędobylska. Gdyby jej nie było, zniknęłaby literatura od bajek, przez teksty pieśni, po szczyty poezji i dzieł literackich, Cóż byłaby warta Trylogia bez Krysi, Kmicica, Basi i Wołodyjowskiego, nie mówiąc o Zbyszku z Bogdańca i Danusi z Krzyżaków i całej reszcie cudów literatury pięknej, poważnej i najpoważniejszej – bez romansów i zakochanych bohaterów. A no nic. Nikt by nie czytał, bo po co. Wyśpiewano pięknie i z wielką empatią wiele pięknych piosenek o miłości bliskich naszemu sercu. Byliśmy w zachwycie. 
Zakończę słowami mojej ukochanej piosenki: 
„…mam tylko ciebie, choć o tym nie wiesz…”, 
no właśnie – i może to też jest ta wielka miłość, kto
wie?

Kłaniam się aktorom Akademii Sztuk Teatralnych
Zachwycona 
Małgorzata Kaznowska


Spotkanie z naszym panem Burmistrzem Leszkiem Świdrem

22 listopada 2022 na spotkanie z członkami naszego Stowarzyszenia wyraził zgodę Burmistrz naszego miasta. Trochę miałam mieszane uczucia. Nie uczestniczę w działaniach ani Rady Miejskiej, ani w innych wydarzeniach. To nie moja bajka. Niech robią, co do nich należy, a jak nie robią to ich problem. Nawet miałam nie przyjść, bo ostatnie moje stany zdrowia szaleją i muszę się poddać podupadającej formie ciała. Ale poszłam. No i ….
Wypunktowane problemy, które Burmistrz przygotował do omówienia z nami rozwinięte słownie do tzw. bólu - merytorycznie, spokojnie, bez przystanków typu y y y, z wielką wiedzą bieżącą i tą do tyłu (bo objęcie stanowiska z długiem Gminy ponad 26 miliomów to nie przelewki, a nawet graniczy w hochsztaplerstwem – ale objął) zaimponowały mi. Każdy odebrał po swojemu, ale moja refleksja jest moja.

  • powietrze plus kanalizacja. Informacja zwalała z nóg. Czym palimy, tym oddychamy. Każdy wie swoje. Ale problem jest i to ogromny,

  • ścieżki rowerowe zakończone pętlą – żeby nikogo nie trzeba było ściągać z tzw. końca,

  • wyciąg na Maciejowej – odwieczny problem,

  • basen – bez którego no cóż – nie ma nas,

  • rewitalizacja Rynku!!!!!!!

  • fotowoltaika

  • elektryczny autobus po mieście,

  • gospodarka niskoemisyjna.

Było jeszcze o VeloRaba, istnieniu i remoncie szpitala, o wymaganiach, jakie stawia bycie uzdrowiskiem, o tym, że w 2024 r. będzie 160- lecie naszego Uzdrowiska i też trzeba to i zaznaczyć, i uczcić. Wszystko Pan Burmistrz mówił z tzw. „głowy” - spokojnie, fachowo, kompetentnie i z wielką wiedzą na dzisiaj i „jutro” i niesamowitym zaangażowaniem. Myślałam, że tylko „szaleniec” chciał być burmistrzem w takiej sytuacji finansowej - no cóż bez precedensu i zwalające z nóg – ale źle myślałam. To człowiek, któremu autentycznie zależy na podźwignięciu miasta do rangi uzdrowiska, wyjściu z kanału zadłużenia mimo niebotycznych problemów finansowych. Facet, który miał super spokojną pracę, był ceniony i żył sobie w spokoju, wpakował się w MATRIX Rady, długów, z których, mimo dna finansowego państwa, chce wyjść, w niezgodę mieszkańców międzysąsiedzką, która utrudnia działania zamierzone. Ogólnie koszmar.
Wszystko, o czym mówił, to nie przechwałki typu „jestem z Rabki, mądra i śliczna”, to konkretne cele poparte analizą finansową.
Najbardziej podobało mi się nieszukanie polskiej, tzw. „winy Tuska”, że tamci źle, a my biedaczyny nic nie możemy. MOŻEMY i ZROBIMY!
Miałam na końcu spytać, ile i jakich trzeba mieć uszkodzonych synaps, żeby startować w takiej sytuacji na burmistrza, ale mnie uprzedził: „ tato tu jest pięknie, chcę tu żyć i być, tylko zróbmy coś, żeby było normalnie” – i zwalił mnie po raz kolejny z nóg. Może kiedyś wróci mój patriotyzm lokalno-ojczysty, bo na dzisiaj jest marny. Jak mi znowu ktoś powie, że nasz Burmistrz jest „ciamajdą” i się nie nadaje na to stanowisko, to zbiorę wszystkie siły, jakich nawet nie mam i będę walczyła o Jego bycie w Urzędzie. To prawy i uczciwy gość.

Kto nie był – no cóż, nich żałuje, bo warto było posłuchać Jego wizji, która była przekonująco, jasna i prosta, tylko z kasą krucho. Ale i ogólnoświatowy krach daje w kość.

Kłaniam się Panu Burmistrzowi nasycona optymizmem
Małgorzata Kaznowska


Bez ułanów ani rusz !

Okazja – jak rokrocznie niosła nas sercem, bo jak inaczej uczcić kolejne Święto Odzyskania Niepodległości, jak nie pieśnią, wspólnym byciem i tym czymś, co nierozerwalnie nas łączy, jak magiczny opatrunek. I choć wolność globalnie się kurczy, bo Internet, nośniki elektroniczne z których korzystamy w każdej chwili, a głównie bankomatowe karty gotowe do sprawdzenia na co i ile wydajemy pieniędzy, w takim dniu czujemy się wolni. Jakoś tak mamy, że wtedy traci inwigilacja swoją moc. 

   „Dla mnie Polska, to znaczy język,
    Którym mogłem mówić od dziecka 
    To nad Rynkiem krakowskim księżyc 
    To Gałczyński, Tuwim, Osiecka 
    Dla mnie Polska, to bliscy ludzie 
   Zieleń lasu i zagon żyta….”
                                             Andrzej Sikorowski 

Dziękuję naszemu chórowi Cantabile pod batutą Zosi Zborek, za przygotowanie koncertu okolicznościowego, ale nade wszystko dziękuję przybyłym, bo bez nich byłaby kompletna plajta. Za poczęstunek dziękuję Jadzi Głowackiej, której domowe wypieki osłodziły nam spotkanie. Życzę fajnej kondycji wszystkim. Dożyjmy przyszłego roku, bo warto.

Małgorzata Kaznowska
:::W GALERII zdjęcia Jana Cieplińskiego


Jej Rzym

...a teraz i nasz, bo jak inaczej nazwać spacer, w który poprowadziła nas po Wiecznym Mieście Monika Rzonca na ostatnim wykładzie 08 listopada 2022.
Od razu przeproszę wykładowczynie, że traktuję ją per ty, ale moja z Nią bliskość jest od jej urodzenia i „paniowanie” było by niezmiernie dla mnie niezręczne w tej relacji. Dlatego czytelników proszę o wybaczenie.

Senatus PopulusQue Romanus
- senat i lud rzymski, to herb miasta: czerwona tarcza francuska (kolor związany z Imperium Rzymskim i Kościołem Katolickim), złoty krzyż grecki i skrót SPOR. RZYM kościołami stoi, ale ” fontanny same w sobie są warte podróży do Rzymu” - pisał Shelley.
Temat nie tyle rzeka, co ocean. O Rzymie można długo i bez końca.

Zadane na początku wykładu pytanie: kto był w Rzymie, i las rąk – udowodnił, że miasto nie jest z Kamczatki, że wielu z nas tam było i każdy ma swoje wspomnienia, bo przekaz przewodnika był delikatną sugestią, gdzie byliśmy i co ważne, ale to czegośmy doświadczyli podczas wykładu było tzw. „wisienką na torcie”. Żaden przewodnik nie jest w stanie w ciągu kilku dni zwiedzania ani opowiedzieć o tym, bo wymagałoby kilku tygodni. Jest standard pokazać co kultowe i i i koniec.

Monika z lekkością opowiadała, będąc tam duchem, bo przecież przez pięć lat studiów w Institut Di Belle Arti przedreptała to miasto fachowym okiem artysty. Tym razem przedreptała z nami to, co nas ominęło z przewodnikiem w niewiedzy, ale i bez żalu.

Zakamarki Rzymu – taki był cel spotkania. No i teraz mam problem, bo ilość przekazanej przez nią wiedzy przekroczyła moje notatki. Normalnie, po ludzku nie nadążyłam. Byłam w Rzymie iks lat temu, ale to tak, jak by ktoś w Rabce był przed I wojną. Wszystko się zmieniło. Tam zabytki grzecznie stoją, ale wiedza o nich poszła daleko do przodu. Archeolodzy antyczności szperają nieustannie gdzie się da i nowości przybywa z dnia na dzień, trudno z wiedzą nadążyć nie będąc w tzw. branży. Ale i zainteresowanych ubywa, bo wielu pokonuje łatwość dostępu do newsów w Internecie, a ich płytkość jest głównie błacho traktowana i wystarczająca dla wielu. A tu - okazało się inaczej.

 Zostaliśmy – dzięki niej - wciągnięci znowu w te archaiczne ruiny odkopane, odrestaurowane, udostępnione i na odległość ręki namacalne z ciekawą, interesującą opowieścią. Jej „duch” poniósł nas w tamten nie tylko antyczny świat. Nie będę pisała nazw wzgórz, na których leży „malutki” Rzym, bo to każdy sobie znajdzie w wiadomym miejscu i że pomnik króla Wiktora Emanuela II, który zjednoczył Włochy, to Ołtarz Ojczyzny zwany Vittoriano - jest najwyższą budowlą w Rzymie też każdy wie, ale już że ostatnie przemówienie Benito Mussoliniego w 1943 r. zostało wygłoszone z balkonu Pałacu Weneckiego – to nie jest aż takie wiadome – a wtedy nastąpił koniec reżimu faszystowskiego. Że wewnątrz dziedzińca tegoż pałacu (wejście od strony Placu św. Marka – często pomijanym przez turystów) znajduje się trzy metrowa rzeźba Madame Lukrecji, a to jeden z „gadających posągów” w tym mieście. Nowinką jest, że można do niego przyczepiać na karteczkach satyryczne wierszyki ośmieszające władzę w mieście, jak i rozrzutne życie kleru na równi z papieżem (ale oni mieli go blisko, może my damy spokój papieżowi). I tu moja propozycja, żeby takiż monument postawić w każdym mieście w naszym kraju – może zaczniemy od Rabki? Było by mieszkańcom lżej na wątrobie i duszy, a włodarze i kler dowiedzieliby się, co o nich myślimy! Dla mnie fantastyczne. Kto jest za ??

Żeby nie rozwlekać dodam tylko, że było o tym:

    • co wpłynęło na iluzje optyczną u Lojoli,
    • kto się wbudował w kolumny Świątyni Hadriana,
    • od czego pochodzi nazwa Trident? I czyj grób był pod jednym z kościołów,
    • co ma wspólnego Ceffe Greco ze Słowackim, Mickiewiczem, Norwidem, Krasińskim Lenartowiczem, Kraszewskim, Matejką i innymi bonzami po Sienkiewicza, Przybyszewskiego i Turowicza? , że nie wspomnę o Goethem, Liszcie, Ibsenie, Andersenie i innych,
    • które schody są najdłuższe i najszersze w Europie,
    • co spływało ze wzgórz Pincio, jak je zagospodarowano i co miał Paryż wspólnego z Rzymem podczas Stu Malarzy na Via Margutta wiosną i jesienią,
    • gdzie po drodze jest szpital lalek,
    • o co chodzi w niesamowitej historii Parku Borghese i 229 popiersiach wśród których są tylko trzy kobiety między innymi Katarzyna Sieńska, a wśród facetów i nasz Henio Sienkiewicz,
    • kto sprzedał kolekcję Borghese do Luwru i co z tym miała wspólnego Paulina Bonaparte,
    • jakie miał wpływy i na co książę Mattei,
    • w którym kościele freski na suficie ogląda się na stole, bo jest … no właśnie co,
    • tknięta została dzielnica Żydowska (ale o tym w następnej prelekcji),
    • dlaczego św. Walenty jest patronem zakochanych, choć był lekarzem nowatorskim biskupem, który złamał zakaz zawierania małżeństwa młodym legionistom, a w więzieniu zakochał się w niewidomej córce strażnika,
    • o kulcie perskiego Boga Mitry – ale to też będzie w następnym wykładzie - bo wieść szeroka,
    • dlaczego zasypano gruzem bazylikę św. Klemensa.

Kończę. Bo się pogubię.

Jeszcze – bo nie stękaliśmy z powodu siedzącej pozycji - Monika poszła z nami na wzgórze Awentynu i uliczką św. Sabiny gdzie jest najpiękniejszy na świecie pomarańczowy ogród. Ale o tym też ma być w następnym opowiadaniu przedreptanym. Bo tam na wzór ogrodu różanego z paryskiego Lasku Bulońskiego utworzony został przez Mayley Senni w 1907r. rzymski park różany na byłym cmentarzu Żydowskim - we …. we wzruszającym kształcie menory - i to mnie rozwaliło uczuciowo. Że się też tak dało !!
Ach – jeszcze o Rycerzach Maltańskich! Watykan nie jest jedynym państwem na terenie Rzymu. Drugim, jest niezależne najmniejsze państwo świata, a to Zakonu Rycerzy Maltańskich - dziś zwane Zakonem Kawalerów Maltańskich. To swoista enklawa, otoczona murem i wojskowymi trofeami. Teren zamknięty. Historia Templariuszy, ale i teorie spiskowe dodają mu pikanterii o wywiezionym skarbie i ukryciu go, a miejsce podobno zakodowane jest w masońskich płaskorzeźbach dekorujących plac. Znamienna dla mnie jest „dziurka” w drzwiach od klucza w murze odgradzającym plac od ogrodu zakonnego. I to pokazałam na zdjęciu! Przez mało którą „dziurkę” jest taki widok !!!
Jak można sądzić - zakończyliśmy nasz pobyt na cmentarzu, bo tam jest koniec każdego z nas.
Czekamy na ciąg dalszy i poszerzenie zakamarków Rzymu.
Kłaniam się osobiście w pas Monice za to, że lekko. profesjonalnie i z takim czarem swojego ducha – który dało się czuć, - bo myśmy tam z Nią byli - wciągnęła nie tylko mnie w smakowite zakamary Wiecznego Miasta. Było pysznie!! Brakowało lampki wina, ale i o tym pomyślimy!

Małgorzata Kaznowska
Zdjęcia: Jan Ciepliński


Rabczański Uniwersytet Trzeciego Wieku w Rabce-Zdroju
zaprasza na

Lekcję Śpiewania
pieśni patriotycznych

z okazji Święta Niepodległości

W programie:

- koncert chóru CANTABILE pod dyrekcją Zofii Zborek

- wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych.

Wstęp wolny

14.11.2022 r. (poniedziałek), godz. 16.00
w siedzibie RUTW ul. Orkana 47 willa Warszawa


Byliśmy w Krynicy, ale żeby tylko ….

no właśnie, żeby tylko. Ponieważ jest już po wyprawie, to mogę zacząć od końca.
Pogoda przeraziła część chętnych, bo jak jechać na wycieczkę w deszczowy czas i prawie o 10 stopni obniżoną temperaturę od wczoraj, ale jakoś się wygramoliłam. Trudno. Pewnie tak ma być. Nie tylko ja się decydowałam w deszczu i zimnie prawie do szpiku kości przyjść na zbiórkę na dworcu. Obciekające parasole, kurtki i czapki ( tylko przezorni mieli) trochę dodało otuchy, że nie tylko ja ryzykuję przesiedzeniem wycieczki w autobusie. Ale już za Mszaną Dolną, gdzie wsiadały nasze koleżanki z RUTW, wycieraczki przestały być potrzebne.

No i teraz od końca:
Michał Skowron był naszym przewodnikiem i do Niego chcę skierować te słowa. MICHAŁ - mimo że nie padało, ale ziąb i przeciągi dawały się ostro we znaki - rozgrzałeś nas swoim przewodnictwem, bo TY prowadziłeś grupę. Rozległa wiedza, jaką nam przekazałeś, z niezliczonymi ciekawostkami od Cesarstwa Austro – Węgierskiego, przez najazdy Tatarów, szwedzki potop, zakamarki wiosek, które okazały się mieć wiele wspólnego z Rabką, konfederatami barskimi i tym, co jeszcze zdążyłam zanotować (choć ja też byłam tylko na wycieczce i powinnam słuchać i mieć luz – a jednak tam mi przyszło – czego nie żałuję, ale to w tekście będzie) - sprawiła, że nikt nie żałował tego deszczowego wyjścia z domu. Masz cudowny dar gawędziarstwa, a nieogarnione wiadomości, które umiesz przekazać w sposób i merytoryczny i ciekawy, a nade wszystko przystępny z ogromnym wachlarzem dowcipu i tego czegoś co - jak to mówią - „się ma”, sprawiły, że była to jedna z udańszych wypraw naszego UTW. Reszta na końcu.

Zaczęło się już od Raby Niżnej, gdzie w byłym dworze miała długie lata letnią rezydencję Huty im. Lenina. Michał znał każdy pagórek - Lubogoszcz, Śnieżnicę, Gruszowiec i Ćwilin. Skąd nazwy Lubogoszcz i Lubomierz - a no: Sebastian Lubomirski swojej ukochanej rzekł: luba bierz, ile chcesz! Takie wtedy dawano dary ukochanym. Dowiedzieliśmy się o przełęczy Rydza Śmigłego, o rodzie Marków z Tymbarku, którzy sprowadzili szczepy czarnej porzeczki i rozpoczęli produkcję soków (które dzisiaj mają mało z tymże sokiem, bo substytuty zastąpiły plantacje). Pan kierowca wspomniał o automobilistach limanowskich, którzy zupełnie nie przestrzegają przepisów drogowych, bo mają chyba te z Indochin – jeżdżą, jak chcą. Męcina natomiast słynie rodziną Smoleniów, którzy są wytwórcami kijów hokejowych (nie miałam pojęcia). Przed ostrym zakrętem w dół do Nowego Sącza jest strzałka w prawo kierująca w las , gdzie są trzy mogiły zamordowanych 43 młodych osób 27 VI 1940r. Że Nowy Sącz stoi na miejscu dawnej wsi Kamienica, która była strażnicą ze strony Austro – Węgierskiej. Było to też miejsce przecięcia drogi handlowej – to ciekawa historia, warto poczytać. Że to też dział Beskidu Niskiego z Jaworzyną Krynicką i pasmem Radziejowskim. Ogromne lasy sprzyjały polowaniom, choć była to i droga zbójców.
Jak się miało Biskupstwo Krakowskie, a Państwo Muszyńskie?, co mieli z tym wspólnego królowie Jagiełło, Łokietek, a potem Władysław Warneńczyk i biskup Oleśnicki z biskupstwem krakowskim? Ufff… za dużo tego!
Przechadzka po Krynicy, przerwa na kawę trochę rozluźniły napięcie, ale to nie koniec. Bo o Krynicy można wiele i długo. Odrestaurowane pensjonaty lśnią dawną bohemą, secesją, wieżyczkami i kolorytem. Jest co podziwiać i czym się zachwycać. Ławeczki znanych bywalców, przyciągają fotografów, Nikifor, Bogusław Kaczyński, a nade wszystko Jan Kiepura to sławy tego miasta. No i cóż, tylko im zazdrościć.
Byłam dwa lata temu w sanatorium w tym mieście podczas pandemii. Było smutno i pusto. Dziesiątki nieczynnych kawiarenek straszyły kłódkami. Ale zorganizowany spacer po mieście z przewodnikiem trochę rozjaśnił tamtą i współczesną historię krynicką. Dzisiaj komfortowe, zrewaloryzowane w połączeniu ze starą infrastrukturą i szkłem, dochowujące stylu, ale i nowoczesności pensjonaty z dawnymi nazwami, ale i napisem CECHINI - to zasługa potomków byłych jeńców wojennych (oczywiście Cesarza Franciszka) z włoskiej Umbriii. To oni zostali zmuszeni do budowy tuneli (których są do dzisiaj fachowcami) i torowiska, uzdrawiają i przywracają piękno i czynność tym miastom. Dzisiaj odnawiają z dokładnością wanien miedzianych i kanalizacji stare, zrujnowane łazienki i pensjonaty Żegiestowa, Muszyny i są właścicielami licznych pensjonatów w Krynicy.

Po muszyńskich Ogrodach Biblijnych oprowadzała nas przewodniczka pani Bernarda. A że Łemkowszczyzna to i cerkwie, zwiedziliśmy w Powroźniku najstarszą i jedyną w Karpatach cerkiew z XVII w. apostoła Jakuba Młodszego. Przewodnik opowiedział o powstaniu - a raczej budowie, od czego się zaczęło, kto mógł którędy wchodzić, gdzie było miejsce dla kobiet i dlaczego ikonostas jest w tyle, a uatrakcyjnił to licznymi ciekawostkami. Opuszczaliśmy świątynię przy cudownym śpiewie „hospodyn pomyłuj” – mogę tego słuchać często i zawsze teleportuje mnie ta chóralność w inny wymiar. Niespodzianką była wizyta w podziemiach muszyńskiego Ratusza (Michał - dzięki !). Ratusz nie jest już siedzibą władz miasta, ale, odrestaurowany ze środków unijnych, zachwyca swoją świetnością. Przewodnik naświetlił nam kruszynkę historii, a resztę można było doczytać na tablicach informacyjnych. Procesy o czary i niewierność rosły jak grzyby po deszczu i w związku z tym prawo miecza miało się w tym okresie świetnie (XVII w), a jeszcze lepiej wymyślne i okrutne tortury począwszy od dyb, a skończywszy na pile i łożu Madejowym. Ciekawostek było wiele, ale i ta, skąd Jan Kochanowski wiedział o staroście muszyńskim, bo o nim fraszka powstała – zaskoczy każdego.
Po obiedzie – bo musiała być rozgrzewka dla ciała - po tych zimnych i przeciągowych chwilach pojechaliśmy zwiedzić Ogrody Antyczne. Rozległy teren zagospodarowany spacerowo i pełen atrakcji przyrodniczych. Latem musi tu być taki mały raj.
Dolina Popradu to magia na miarę naszego Spływu Dunajcem. Szkoda, że słońca brakło, bo buczynowe lasy mieszane z iglastymi tworzą niepowtarzalną ścianę kolorów, a zielone łąkowe tarasy na wzgórkach robią z tego magię. Ale i tak byliśmy szczęśliwi, że nie spadła na nas kropla deszczu. Żegiestów, Piwniczna, Rytro to dawny szlak karawan kupieckich – ale i niestety zbójców. Wiemy już o cierpieniach rycerza krzywoprzysiężcy – no i żegnamy pasmo Radziejowej (jesssuuu…, jak się Michał co chwilę zachwyca tymi pagórami, gdzie moja noga nigdy w życiu nie stanęła, ale dzięki Bogu pagóry dobrze się beze mnie mają !!). Wiemy też o księdzu Kmietowiczu, który miał swój prywatny kościół w Chochołowie, o Poruszeństwie Chochołowskim, o Laurze Zubrzyckiej i jej córeczce Rafaeli, o Kaziu Zubrzyckim, łajdaku w sutannie, o Tatarach, skąd mieli proch i Beli IV.
O klasztorze Klarysek w Starym Sączu niech ciekawscy przeczytają na Goglach, bo nie będę marudziła, a historii nie zmienię.
Potem już tylko; Łącko – (które należało do zakonu klarysek do 1870r), a że chłód dnia zrobił swoje, a w dodatku już ciemno - informację przyćmiła rozmowa o śliwowicy; Zabrzeż – tu rzeka Kamienica wpada do Dunajca i sąsiadujące pasmo Radziejowej, Gorców i Beskidu Wyspowego rozdziela się widocznie. A w Lubomierzu to nawet robili szklane dzwony!
Nie wiem, czy wypunktowałam wszystko, bo to na kolanie i przy telepaniu autobusowym, w tempie, jak z karabinu, ale starałam się głównie wzniecić żal i zazdrość w tych, którzy zrezygnowali z wycieczki ze względu na prognozę pogody, a jednak przepięknie się udało.
Kończąc, wspomnę o nieustannych wtrętach Michała o swojej sklerozie (bo o tym zapomniał, a tamto mu umknęło), ale takiej sklerozy życzę Państwu i sobie.

Małgorzata Kaznowska

PS. Dziękuję wszystkim za odwagę uczestnictwa, dziękuję mojej współtowarzyszce wycieczki Józi, choć tworzyłyśmy niepowtarzalny tandem - ja szepcząca, ona z aparatem słuchowym. Niezła para, co? Ale dałyśmy radę!
Zdjęć nie robiłam, bo mój Canon już dla mnie ciężki, jak worek cementu – każdy ma swoje, a ciekawscy mogą wszystko oglądnąć na naszych stronach
::: GALERIA do czego zachęcam. Kłaniam się raz jeszcze - zachwycona wyprawą MK.


Pamiętamy i staramy się celebrować pamięć o Julianie Kawalcu

Jak co roku i tym razem upamiętniliśmy urodziny literata naszego miasta, a nade wszystko wspaniałego sąsiada i przyjaciela. Liczna grupa naszych członków uczestniczyła w Rajdzie Jego imienia. Spotkanie rozpoczęło się w Parku Zdrojowym pod Grzybkiem, gdzie krótkie wspomnienie wygłosiła do nas Beata Śliwińska - była sąsiadka zaprzyjaźniona z Nim od wielu lat. Następnie przemaszerowaliśmy alejką, której kilka lat temu z inicjatywy naszego Stowarzyszenia nadano Jego imię. Pogoda - jak jesienią bywa - nie dopisała, ale MY tak. Pod domem literata dołączyli do nas Jego sąsiedzi i wieloletni przyjaciele: pan dr Zeniu Cherian oraz panowie Tomek Głazik i Jacek Kozłowski, wspominając dawny, wspólnie przeżyty czas. Zakończenie odbyło się w wiacie pod Krzywoniem, gdzie uczestnicy rozgrzali swoje ciała - bo duch miał się dobrze – gorącą herbatą, grillowanymi kiełbaskami i kaszanką, a żeby utrzymać ducha Jubilata i toast było czym wznieść.


Zdjęcia w :::GALERII

Dziękujemy wszystkim, których zimno nie odstraszyło i przyszli na spotkanie, a szczególnie Jasiowi Kwaśniewskiemu i Staszkowi Chudemu za logistykę i opanowanie grilla.

Małgorzata Kaznowska

Poniżej załączam wspomnienie autorstwa Piotra Kuczaja – bo warto to wiedzieć.

WSPOMNIENIE O JULIANIE KAWALCU 
11 października 2022 - 106 rocznica urodzin
(Data i miejsce urodzenia 11 października 1916 Wrzawy)
 Julian Kawalec urodził się we wsi Wrzawy niedaleko Sandomierza. Był synem Józefa i Stanisławy z domu Bobek – małorolnych chłopów. Po ukończeniu pięciu klas wiejskiej szkoły powszechnej rozpoczął naukę w ośmioklasowym Gimnazjum Humanistycznym w Sandomierzu. Było to możliwe dzięki ogromnemu wysiłkowi rodziców oraz tzw. świadectwu ubóstwa, które uprawniało do zniżek w opłatach za naukę.

W 1935 roku po zdaniu matury rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W czasie nauki utrzymywał się, udzielając korepetycji z języka łacińskiego i niemieckiego. Związał się z ruchem ludowym. Należał do Polskiej Akademickiej Młodzieży Ludowej – PAML. W 1938 roku był członkiem zarządu tej organizacji.

Wojna zmusiła go do przerwania studiów. W czasie okupacji przebywał w rodzinnych stronach. Współpracował z ruchem oporu, organizował tajne nauczanie. Poszukiwany przez gestapo musiał się ukrywać. Po wyzwoleniu terenów na wschód od Wisły, jesienią 1944 roku został skierowany przez kolegów z organizacji "Wieś" do pracy w Polskiej Agencji Prasowej "Pol-Pres" w Lublinie, gdzie pełnił funkcję korespondenta wojennego.

Jesienią 1945 roku wrócił do Krakowa z zamiarem kontynuowania przerwanych studiów. W 1946 roku rozpoczął pracę dziennikarską w prasie krakowskiej, a następnie w Polskim Radiu. Ukończył studia, uzyskując absolutorium na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Nadanie tytułu „Honorowego Obywatela Miasta Rabka-Zdrój” panu Julianowi Kawalcowi nastąpiło na podstawie Uchwały Nr XXV/177/08 Rady Miasta Rabka-Zdrój z dnia 27 maja 2008r.

Należał do Związku Literatów Polskich (od roku 1960) oraz międzynarodowej organizacji pisarzy PEN-CLUB i Stowarzyszenia Kultury Europejskiej SEC. W latach 1986-1989 był członkiem Ogólnopolskiego Komitetu Grunwaldzkiego.

Zmarł 30 września 2014 r. Został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Był autorem kilkunastu powieści, tyluż samo zbiorów opowiadań, wierszy, sztuk teatralnych. Jego książki zostały przetłumaczono na ponad 20 języków. Najpopularniejsze to "Ziemi przypisany", "W słońcu", "Tańczący jastrząb", "Wezwanie", "Przepłyniesz rzekę" i "Szara aureola". Jego ostatnia książka "Czerwonym szlakiem na Turbacz" została wydana w 2009 roku. Julian Kawalec uznawany był za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli nurtu chłopskiego w powojennej literaturze polskiej.

NAGRODY

  • nagroda „Złoty Kłos”, nagroda CRZZ (1969),

  • nagroda państwowa II stopnia (1976),

  • nagroda m. Krakowa (1976),

  • nagroda Prezesa RSW Ruch I stopnia (1985),

  • nagroda Ministra Kultury i Sztuki I stopnia (1986)

ODZNACZENIA

  •     Order Sztandaru Pracy I klasy (1976)[5],

  •     Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (22 maja 2000)[6],

  •     Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (1986)[3][5],

  •     Krzyż Oficerski (Orderu Odrodzenia Polski 1964),

  •     Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski,

  •     Medal 40-lecia Polski Ludowej[7],

  •     Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (30 czerwca 2009)[8][9],

  •     Order Ecce Homo (1999)[10].

 


Znowu los nam sprzyjał i mogliśmy gościć u siebie panią prof. Annę Mlekodaj 
z wykładem rozpoczynającym nasz nowy rok akademickim

„PROFESOROWIE Z POTOCKA”

Jak to się stało, że z chałupy góralskiej od niepiśmiennych rodziców, – bo rzecz dotyczyła tubylczych geniuszy – skończyli w uniwersyteckiej todze?. A no tak:
Będzie na skróty - bo wykład trwał bez mała dwie godziny i nie jestem w stanie zdać szczegółowego sprawozdania, ale…

osiemnasto- i dziewiętnastowieczna oświata była marna. Długo nauczanie dzieci -szczególnie wiejskich - nie było obowiązkowe, a i nauczyciele z przypadku, nawet określano ich łatasami i dziadami. Właściwie to jednej i drugiej stronie nie bardzo zależało na jakichkolwiek efektach, a i rodzice byli przeciwni uczeniu się dzieci. Uważali, że to niekoniecznie aż takie dobre. Powstałe tzw. „pieśni dziadowskie” ostrzegały przed demoralizacją nauczania. Były „ku przestrodze”, „a po co mu nauka?”, „co z niego wyrośnie?” - co większości odpowiadało. Dzieci miały pomagać w domu przy gospodarstwie – bo tak nakazywała tradycja i rytuał. Małe dziewczynki pomagały w domu przy matce i drobnej chudobie, chłopcy ojcom w cięższych pracach. Z biegiem dorosłości nabierali wiedzy organizowania: jarmarków, świąt, wesel i innych wydarzeń związanych z czterema porami roku, a do tego ani pisanie, ani czytanie nie było konieczne.

W okresie zaanektowania południa Polski przez Cesarstwo Austro-Węgierskie (jeszcze przed rozbiorami), obowiązkowa stała się szkoła trywialna, w której uczono pisać, czytać, rachunków i religii, ale i tak uczęszczało do niej tylko 40% objętych nauką. Powstałe później szkoły parafialne i gminne uczyły tylko do III klasy (1870 r.) były również obowiązkowe i również z niską frekwencją uczniów, a jak już, to była jedna klasa ok. 60 uczniów i jeden nauczyciel od wszystkiego. Ogarnięcie - graniczyło z cudem.

Następnym etapem było kształcenie nauczycieli, ale i tu nastąpił rozłam – lepiej wykształconych zostawiano w miastach, tych mniej - odsyłano na wieś. W wolnej Polsce szkoła powszechna obejmowała uczenie od I do VII klasy, ale na wsiach były nadal szkoły jednoklasowe - co oznaczało, jednego nauczyciela wszystkich przedmiotów do zgromadzonych dzieci z okolicy.

Międzywojenna – obowiązkowo nakazała zaliczać gimnazja, ale też dwuetapowe: od I – IV była już: greka, łacina, język kraju rodzinnego, niemiecki, geografia, historia naturalna, fizyka (wprowadzona dopiero jako przedmiot w 1909r.), filozofia. Nadobowiązkowy był: śpiew, historia kraju rodzinnego, kaligrafia, rysunek odręczny i gimnastyka. Od V do VIII nauczanie nie było obowiązkowe. Wszystko szło po wybojach i krnąbrnie, uzależnione od mentalności, barier kulturowych, językowych i materialnych (kto poszedł do szkoły „za dwa woły", nie miał po co wracać na wieś - był spłacony). A jednak nie brakło i w tym czasie geniuszy, którzy rozsławili i swoich nauczycieli. Chęć wiedzy, pilność w połączeniu ze zdolnościami, niejednokrotnie determinacja, a nade wszystko pasja wyniosły do statusu geniuszu dzieci z chałup nie tylko góralskich. Było wielu i chapeau bas.

I tym akcentem zakończę tych kilka zdań.

Małgorzata Kaznowska

PS. Wiedza stanęła na głowie. Przedwojenny magister był inteligentem w szerokim tego słowa znaczeniu, łącznie z obyciem, manierami, honorem i etykietą. Powoli zanikły słynne punkty na studia za pochodzenie. Pokonały je zakreślane testy, (które w dużej mierze są losem szczęścia), no i rosnące, jak grzyby po deszczu plagiaty (co jest słabo wykrywalne – chyba, że donos). Magistrów ci u nas dostatek, ale inteligentów brak. Taki świat, i zostało tylko zdziwienie.

Zdjęcia Jana Cieplińskiego w :::GALERII


Serdecznie zapraszamy do udziału w bezpłatnym kursie online pt. 
Mój pierwszy smartfon 
– jak zacząć korzystać ze smartfonu i wykorzystywać jego funkcjonalności na co dzień

:::szczegóły


RABCZAŃSKA SENIORIADA NA FORUM MIĘDZYNARODOWYM

„Seniorzy współczesnej Europy. Problemy i wyzwania” pod takim tytułem 24 września br. w Krakowie odbyła się międzynarodowa konferencja edukacyjno-naukowa, poświęcona między innymi zagadnieniom solidarności międzypokoleniowej i międzynarodowej, zmianom demograficznym związanym ze starzeniem się społeczeństw, przeciwdziałaniu skutkom pandemii, która szczególnie dotknęła osoby starsze .
Organizatorami konferencji były: Ogólnopolska Federacja Stowarzyszeń Uniwersytetów Trzeciego Wieku, Europejska Unia Seniorów, Polska Unia Seniorów i Jagielloński UTW, a patronat honorowy przyjęli Rektor UJ prof. dr hab. Jacek Popiel i Rzecznik Praw Obywatelskich dr hab. Marcin Wiącek.
Już samo miejsce wielogodzinnych obrad – Aula Collegium Novum – dodawało splendoru, a wysoki poziom merytoryczny debaty zapewnił udział międzynarodowych autorytetów naukowych, ekspertów i liderów krajowych oraz zagranicznych organizacji pozarządowych zajmujących się problematyką seniorską. 
Oprócz paneli dyskusyjnych poświęconych problemom ochrony zdrowia, potrzebom osób starszych w kontekście nowoczesnych technologii, konieczności wszechstronnej aktywizacji i realizacji idei uczenia się przez całe życie, poświęcono także czas na przedstawienie tzw. dobrych praktyk dotyczących aktywizacji fizycznej seniorów. 

W tym punkcie obrad wybrzmiał głos reprezentanta Rabki-Zdroju Marka Szarawarskiego – dzięki tłumaczeniom symultanicznym docierający do gości z kilkunastu państw UE w językach: niemieckim, angielskim, francuskim i hiszpańskim. Marek Szarawarski radny powiatowy, Członek Honorowy RUTW i Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Ogólnopolskiej Zimowej Senioriady na Podhalu w Rabce-Zdroju, w znakomitej prezentacji zarekomendował nasze Uzdrowisko i zimowe zawody sportowe jako sposób na utrzymanie kondycji fizycznej, nawiązywanie więzi międzyludzkich i międzypokoleniowych a także poznawanie uroków naszego regionu.
Mamy nadzieję, że w przyszłym roku w 10. Jubileuszowej Senioriadzie udział wezmą liczniej niż do tej pory seniorzy z zagranicy .

Beata Śliwińska


Ruchome wydmy – cud natury - w Słowińskim Parku Narodowym 
- wspomnienie z pobytu nad morzem.


więcej zdjęć, za które dziękujemy panu Józefowi Szladze, w :::GALERII 

W tym roku odwiedziliśmy Łebę. Nasz pobyt nad morzem trwał od 31.08 – 11.09 2022. Ośrodek „Fregata”, w którym przebywaliśmy, spełnił nasze oczekiwania: było miło, wygodnie, przytulnie. Niewielka odległość do morza ok. 500 metrów prowadziła przez pachnący las sosnowy. Bogactwo dań, zwłaszcza na śniadanie, szokowała, zajadaliśmy się ciastami własnego wypieku. Organizatorzy urozmaicili nasz pobyt zorganizowaniem wycieczki do Słowińskiego Parku Narodowego . Większość z nas po raz pierwszy zobaczyła ruchome wydmy wędrujące
na wschód od Jeziora Łebskiego. Jest to zjawisko unikalne na skalę europejską. Chętni odwiedzili Lębork, powiatowe miasto, niegdyś siedzibę niższego szczebla samorządowego Krzyżaków, do dziś pozostały z tych czasów fragmenty murów obronnych i zamek, drugi pod względem wielkości z zamków krzyżackich.
Niespodzianką dla nas był występ grupy młodzieżowej działającej przy MOK w Lęborku, która w strojach epoki renesansu zaprezentowała muzykę dworską na fletach. Obejrzeliśmy prace młodzieży – obrazy, rękodzieło, własne wypieki ciastek, spróbować sił w pisaniu gęsim
piórem. Obejrzeliśmy też wieżę ciśnień i centrum miasta.
Indywidualnie można było odbyć krótkie wycieczki do latarni Stillo i do skansenu wsi słowińskiej Kluki. Piękne wybrzeże Łeby sprzyjało długim spacerom. Chociaż było chłodno i wietrznie, dopieszczało nas słońce, można było plażować i korzystać z kąpieli słonecznych.
Urozmaiceniem pobytu były dwa spotkania towarzyskie . Grillowaliśmy kiełbaski przy palącym się ognisku, przy dźwiękach śpiewanych piosenek. Odbył się również wieczorek taneczny przy muzyce i smacznym cieście.
Pomimo perypetii w drodze powrotnej do Rabka-Zdroju, bezpiecznie wróciliśmy do domu.

Krystyna Wojdyła


Minione wydarzenia roku akademickiego 2021/2022 


:::Informacje w sprawie ochrony danych osób fizycznych